Czytając tę książkę miałem momenty zawahania. Może nawet zawstydzenia. Z jednej strony osadził, we wszystkich właściwie opowiadaniach, Orkan jako swoich bohaterów ludzi, którzy początkowo nie wiedzą w jaki sposób działa świat, z drugiej bezdusznie z nich kpi. Czasem mną wstrząsało. Bo jak tak można? Wrzucać bohaterów, z którymi czytelnicy zawrą znajomość w świat, który składa się z samych kanalii... i przyrody. Sądziłem, że tak bardzo Orkanowi świat dogryzł, iż ten nie zostawił na nim suchej nitki. Wszędzie kanalie, oszuści, złodzieje, cwaniaki i głupcy! Normalnie proza życia... Ponoć tak mocno odcisnęła swój ślad na twórcy rewolucja w Rosji. Sam o tym mówił wydawcy tomu, który wziąłem za podstawę do zrobienia wersji cyfrowej, Stanisławowi Pigoniowi. Sądzę jednak, że to tylko część prawdy. Z życiorysu pisarza wyłania się wstrząsający obraz. I gdyby się nad nim zastanowić chwileczkę, to przestaje dziwić, że w tych kilku nowelach wyładował się bez hamulców. Niemniej, moja widać czarna...